Wpis

poniedziałek, 25 lutego 2013

Spacer. Melon i Nepal, część kolejna.

Niedzielne popołudnie przedzachodowo - słoneczne było jednym z najprzyjemniejszych od dawna. Umówiłam się z Darią, Piotrem i ich Nepalem na spacer po Starej Miłosnej, a dokładniej: na spacer z celem, czyli herbatą/piwem w leśnym barze. Nigdy wcześniej tam nie byłam, a perspektywa kupienia sobie czegoś i posiedzenia przy ogniu nadawała całej wyprawie głębszy sens :)

Tak więc ruszamy. Do "punktu Zero" musiałam dostać się autobusem, ponieważ rodziciele odebrali mi samochód celem zrobienia zakupów. Niestety, nie kupiłam jeszcze Melonowi kagańca, co implikuje to, że nie umie w nim chodzić - ale na szczęście obyło się bez czepialstwa, autobus był właściwie pusty.

Melon jako dosyć łagodne zwierzę nie musi (według mnie, zadurzonej w nim właścicielki) nosić kagańca, w końcu jest tresowany i w ogóle. Trzeźwo jednak patrząc - nic bardziej mylnego. To, że mój pies nigdy w życiu nikogo nie zaatakował (z człowiekowatych, pogonił jednego piskliwego bezdomnego pseudo-pinczera), nie znaczy, że będzie tak zawsze. Co mam na myśli? Sytuacje awaryjne. Przykładowo: trzeba zawieźć psa do weterynarza w Warszawie, a samochodu nie ma. Jest środek dnia, a do autobusu ładuje się wycieczka drugoklasistów. Czterdziestoosobowa, niech będzie. Mój Pieso wygląda poczciwie i słodko, więc dzieciaki zaczynają go głaskać po głowie, pochylać się itd., nie zwracając uwagi na moje prośby o przestanie. Melon nie przepada za dziećmi (trochę moja wina, trochę wina kolegów mojej siostry - takie tam szczeniackie przeżycia), więc zaczyna się bronić, próbując "wywalczyć" sobie przestrzeń - zawarczy, uderzy pyskiem. To już dla normalnych ludzi (nie szalonych psiarzy) oznacza, że pies jest agresywny i że nie powinnam go wozić transportem publicznym, bo na pewno zrobi komuś krzywdę. To hipotetyczna sytuacja, lecz prawdopodobna. Raz w życiu zostałam "pogoniona" przez kierowcę lokalnego autobusu, który kazał mi wyjść z pojazdu i przypomniał o nakazie zakładania psom kagańca. Dla świętego spokoju ducha kupię go w końcu i przyzwyczaję Melona.

Wracając do spacerowania: do naszego Celu Nad Celami było jakieś 2,5 - 3 km. Po drodze spotykaliśmy inne psy, rowerzystów, spacerowiczów, więcej psów, trochę psiarzy, dzieci na sankach, kupy końskie i nie tylko, narciarzy biegowych (?). Emocji co nie miara, a psy zachowywały się... idealnie. Jeszcze nigdy nie byłam tak dumna ze swojego Bordera! Był rozluźniony, uważny, reagował na komendy, nie skakał na przechodniów, podchodził z ostrożnością i ciekawością do innych psów, bawił się z nimi. Gdy zaczął się nudzić, już po dotarciu do baru, kazałam mu zrobić kilka sztuczek polegających na wskakiwaniu na pieńki i chodzeniu po ławkach, to jedna z Pań robiła mu zdjęcia, ciesząc się i uśmiechając. 

Spotkaliśmy młodego wariata-husky-owczarka, o jednym niebieskim oku. Kazał się gonić Melonowi i Nepalowi, krążyli dobre kilka minut wokół nas - właścicieli. Zrobiło się nerwowo, bo Nepal boi się agresywniejszych zabaw (tarmoszenia kijów, dzikiej gonitwy) i zaczyna wtedy straszyć inne psy, uderzając zębami. Młody jednak był nieogarnięty społecznie i nie wiedział, jak na to reagować, więc zanim doszło do pogłębiania sporu rozdzieliliśmy się i poszliśmy w przeciwnych kierunkach. Melon dziwił się, próbował wchodzić między nich (rozdzielić), jednak reagował na moje komendy, przyszedł, gdy go przywołałam. 

Spotkaliśmy też golden rettriver'a. Melon uwielbia Godleny, są słodkie, przyjazne i łagodne. Jak jeszcze miał jajka to uwielbiał je gwałcić ( :D ), teraz został mu "sentyment". Suczka musiała pachnieć, bo Nepal po pewnym czasie zabawy zaczął wspinać się... na Melona. Trzeba było go zdejmować... Daria mówiła, że chodzi o zaznaczenie dominacji w tej grupie, ale ja nie jestem przekonana. Co miałoby to dokładnie znaczyć? Psy nie posługują się dominacją w sensie prostym i dosłownym. Zaciekawiło mnie to zachowanie, muszę poczytać, poszperać, popytać. Melon nie odganiał Nepala agresywnie, lecz "biernie", kładąc się na ziemi brzuchem do góry. 

Spotkaliśmy zestresowaną labradorkę, która po sterylizacji stała się agresywna wobec psów. Wyłącznie wobec innych psów. Jej pani odmówiła spuszczenia jej ze smyczy, a gdy Melon podszedł, rzeczywiście ujadała na niego, rzucała się w jego kierunku i kłapała zębami. Melon postanowił nie podchodzić. Jeszcze pół roku temu bałabym się zbliżyć do takiej suczki, będąc przekonaną, że Melon zacznie się jej odgryzać. Jakaż zmiana!

Spotkaliśmy też wielkiego bernardyna, małego sznaucera, wielką niemiecką owczarzycę, głaszczącą po pysku panią, krzyczące dzieci i kupy końskie. W każdym momencie Melon zachował się z dostojnością i spokojem: do psów podchodził "kulturalnie" i uważnie, po lekkim okręgu, dawał znaki że "przybywa w pokoju i zabawie" (unoszenie łapki, kłanianie się, odwracanie wzroku, nisko trzymany łeb, szybkie oblizywanie po nosie). Nie wytrzymał przy kupie, tak ładnie pachniała że się wytarzał... na szczęście nękający go Nepal "wytarzał" jego wytarzane plecy w śniegu, więc zanim dotarliśmy do domu wszelkie wytarzanie było wytarte. 

A w domu? Pies się zdematerializował na resztę dnia. Spał w swojej "budzie" pod biurkiem mamy, obudził się na przekąski i wieczorne siku. Wybornie, wybornie, wybornie!

Chciałabym móc organizować więcej takich wspólnych spacerów, są przyjemne po równi dla ludzi i zwierząt. Nie ma lepszej dla mnie frajdy (oprócz picia czekolady), niż patrzenie na sforę ganiających się psów. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
magdalenoslawa
Czas publikacji:
poniedziałek, 25 lutego 2013 18:02

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Kontakt ze mną: magdalenoslawa@gmail.com

Zapraszam również na
mój kanał na Youtube

Opcje Bloxa