Wpis

poniedziałek, 18 marca 2013

Horror Schroniska

Chciałabym bardzo pokazać Wam, jak ważna jest decyzja o przyjęciu psa jako pupila domowego. A dokładniej - co psa czeka, gdy nie jesteśmy w stanie zapewnić im normalnego życia i gdy zaczynają wymykać się spod kontroli - gdy właściciel decyduje, że pozbędzie się swojego psa, gdy pies ucieka, ginie, jest ukradziony i wyrzucony, lub po prostu wywalony z auta na drodze.

Zatrudniłam się jako wolontariusz w schronisku dla zwierząt. Chcę wam powiedzieć, że jako całkiem doświadczona w kontakcie ze psem osoba, rzeczywistość tej "psiarni" przeszła przez wszelkie akceptowalne granice, a zwierzę, które przebywało w takim miejscu przygarnęłabym tylko z dobroci serca i z pełną świadomością traumy, jaką przeżywa.

Na początek kilka prostych faktów: piesy, jako drapieżniki, śpią przez większość dnia. Potrzebują 16 - 18 godzin snu dziennie, czyli znacznie więcej, niż nasze błahe 8 - 9 godzin nocnych. Każde stworzenie musi: biegać (bo ma nogi), czuć się gdzieś bezpiecznie (np. w jamie), polować (jeśli jest drapieżnikiem), no i jeść. Schronisko dla zwierząt zapewnia tylko to ostatnie. 

Mój border chodzi przynajmniej godzinę dziennie ze mną, plus krótsze spacery z innymi członkami rodziny. Średnio raz na tydzień jeździmy z innymi zaprzyjaźnionymi piesami "na łąki", gdzie mogą biegać wolno na otwartej przestrzeni i socjalizować się w grupie. Niedobór spacerów staram się nadrabiać ćwiczeniami wymagającymi skupienia uwagi: chodzenie przy nodze, sztuczki, przynoszenie aportu: a wszystko nagradzane jest zabawą / jedzeniem. Mój drapieżnik nie jest głodny, może "polować" i za to dostać jedzenie, a przez większość dnia ma spokój, więc może spać. Ma cichy dom do dyspozycji, z którego nikt go nie wygania nagle o nieokreślonych godzinach, gdzie nikt nieproszony nie wchodzi, gdzie śpi i je.

Przykładowy husky, którego zobaczyłam w schronisku, nie jest głodny. A poza tym? Z jego historii wynika, że ktoś go porzucił (nic dziwnego, jak się bierze husky nie wiedząc nic o północnych rasach), znaleziono go i wrzucono do boksu schroniska. Wychodziło z nim na spacery kilka osób, jednak skończyła się ta "sielanka", gdy na jednym ze spacerów, przy próbie ataku na psa szalejącego za płotem, wolontariuszka próbowała zablokować mu drogę nogą, co skończyło się przekierowaniem agresji (czyt. dziurą w nodze dziewczyny). Od tego momentu pies właściwie nie wychodzi. Na małym poletku schroniska znajduje się całe multum takich klatek, w których siedzą także psy zupełnie dzikie i psy "stróżujące" - co kończy się nieustannym, okropnym i trudnym do zniesienia hałasem. Co w związku z tym? Powstaje proste pytanie: kiedy pies ma spać? Husky potrzebuje bardzo dużo ruchu. Powstaje drugie pytanie: czy ograniczenie wolontariuszom dostępu do tego psa, ograniczy problem z jego "agresją"? 

Wyprowadziłam dwa psy podczas swojej wizyty. Obydwa zamknięte, nie wystraszone a przerażone, "wygłuszone" na szczeki całej półdzikiej bandy. Trzymane są w klatkach, często bardzo blisko siebie, niewygłuszonych,. 15 -minutowe spacery raz dziennie nie wystarczą, żeby otworzyć takiego zwierzaka. A gdy jest wystraszony - nie wiadomo jaki jest. Często "agresja" spowodowana jest głęboką frustracją. Jeśli nie zapewni się psom optymalnego minimum, trudno mówić o "kandydatach" do adopcji - taki pies nie będzie zachowywał się słodko i normalnie. A minimum jest proste - cisza i izolacja psów od siebie. Od tego powinno się zacząć, by móc z tych zwierząt wyciągnąć "słodkie dzieciaki", takie, jak choćby mój Melon.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
magdalenoslawa
Czas publikacji:
poniedziałek, 18 marca 2013 14:13

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Kontakt ze mną: magdalenoslawa@gmail.com

Zapraszam również na
mój kanał na Youtube

Opcje Bloxa