Wpis

środa, 15 maja 2013

Małe co nie co - czyli czemu psy nie oddają patyka?

Ostatnio wraca nam problem agresji Melona wobec psów - a konkretniej wobec owczarków australijskich (nakrapiane trikolor, niebieskie oczy, wysokość do kolana). Raz załatwiłam mu niezbyt szczęśliwie spacer z takim psiakiem, który w swojej seksualnej frustracji próbował go gwałcić... Melon oganiał się od niego uciekając, kuląc się, opędzając pyskiem - nic na natręta nie działało, więc w końcu doszło do awantury: krzyki, wrzaski, starcie "na klaty" (Melonowe myślenie: "No nic do niego nie dociera, a jak mu zrobię awanturę to przynajmniej rozładuję swoją złość")... trwało to może dwie sekundy, ale Melon i tak to zapamiętał. I tak to trwa...

W okolicy mieszkają bardzo sympatyczni właściciele łagodnego i sympatycznego owczarka australijskiego o imieniu Karmel. Co zabawniejsze, wołają na niego Mel, od "Carmelo"... A mój Mel go nienawidzi, wzorem rasisty, wyłącznie za wygląd. Spotkaliśmy się przypadkiem w lesie koło domu, Melon z miejsca postanowił rzucić się z najeżoną sierścią i bluzgami, tak na wszelki wypadek, żeby go odgonić - i gdyby nie obecność wielkiego, łagodnego Mastiffa, który ich rozdzielił, Melon zagoniłby Karmela gdzie pieprz rośnie. Postanowiliśmy wspólnie przejść się kawałek "na próbę" i "na uspokojenie". Wszystko grało, ale postanowiłam na nieszczęście rzucić Melonowi patyk. Oto, co się stało (po raz pierwszy w jego psim życiu!)

Melon poleciał za patykiem, dorwał go pierwszy.

Wracając do mnie z aportem wyszły mu naprzeciw pozostałe dwa psy.

Melon upuścił patyk, żeby uniknąć sytuacji w której inny pies trzyma ten sam patyk w pysku - złe doświadczenia ze sfrustrowanym owczarkiem niemieckim sąsiadów.

Karmel schyla się po patyk.

Melonowi pierwszy raz w życiu uruchamia się agresor pod tytułem "HEJ, TO MÓJ PATYK!!!"

No i awantura, szczęki w locie, skoki i uniki. A ja czerwona, zawstydzona, zmartwiona i przestraszona...

Według behawiorystów, Melon przejawił agresję w celu obrony jakiegoś zasobu. Wszyscy dobrze znamy (tak mi się wydaje) różne sytuacje, gdy pies nie lubi, jak się rusza jakąś z "jego" rzeczy, lub warczy i broni się, gdy podchodzi się do jego pełnej miski. Zasobem może być dla psa wszystko: miejsce (buda, kocyk, kanapa, kąt w pokoju), przedmiot (zabawka, piłka, szmata, patyk), często właściciel. Agresja pojawia się, gdy posiadanie zasobu jest zagrożone: inny pies włazi na jego miejsce, człowiek podchodzi żeby zabrać szmatę, którą właśnie pies obrabia, lub właściciel zaczyna głaskać inne zwierzę. Cała sztuka polega na tym, żeby nauczyć psa, że zabieranie "jego" rzeczy jest tylko na chwilę i że jest nagradzany za to, że zachowuje spokój. I tak: szarpiąc się z Melonem sznurem, raz na jakiś czas każę mu go puścić: gdy psie szczęki się rozwierają, wracamy do zabawy. Dla psa to jasny sygnał: "o, zabrała mi moją zabawkę, ale nie ma co się wkurzać, to element zabawy, zaraz wróci". Podobnie z miską: "jak ona podchodzi do miski, kiedy jem, to znaczy, że będzie więcej jedzenia. Nie mam co się denerwować!". Mogę mu głowę do michy włożyć, a wiem że to nie wywoła agresji - nawet zabranie jeszcze niewyjedzonej miski nie będzie dla niego odbieraniem zasobu, bo wie, że dostanie ją z powrotem - bo było tak od zawsze. Warto pamiętać, że pies raczej nie żyje w przeciągłym przekonaniu, że jest królem na swoim terenie i nie będzie bronił zajadle wszystkiego, co pachnie jego zapachem. Chodzi mi tu o zaznaczenie, że tak jak dzieci nie lubią, gdy odbiera się ich zabawkę, tak psy też nie lubią, gdy pozbawia się je zasobu - z tą różnicą, że dzieci nie mają ostrych zębów, nie szczekają i nie mają instynktów drapieżniczych... 

Tak więc, wracając do sytuacji ze spaceru z Karmelem: Melon postanowił obronić patyk, choć nigdy wcześniej nie miał takich pomysłów. Nałożyły się pewnie jego doświadczenia z owczarkiem australijskim (Melon: "Jak tamten mnie tak męczył, to na wszelki wypadek tego też pogonię, nigdy nic nie wiadomo!"), spacer ze mną (ostatnio rzadko bywam w domu), obszczekiwanie innych psów (frustratów zza siatki), niepotrzebna zabawa patykiem (nie do przewidzenia :) ) i pewnie jeszcze kilka innych spraw... Serio, psi mózg na prawdę działa w skomplikowany sposób.

Jedyną radą, jak mi się wydaje, byłoby puszczenie Melona, Karmela i łagodnych psów - rozdzielaczy, wolno na jakimś dużym terenie. Idealnie byłoby, gdybym była nieobecna, wtedy Melon nie miałby powodu, żeby bronić czegokolwiek... i miałby czas, żeby zobaczyć, ze Karmel nie ma zamiaru go gwałcić, grzecznie się odwraca, kładzie ogon, nie nalega na kontakt, zachowuje kulturalną odległość... i że nie ma powodu, żeby go gonić :) Ach, wszystkim nam przydałyby się wakacje...

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
magdalenoslawa
Czas publikacji:
środa, 15 maja 2013 21:17

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Kontakt ze mną: magdalenoslawa@gmail.com

Zapraszam również na
mój kanał na Youtube

Opcje Bloxa